The WeatherPixie Lilypie
Kategorie: Wszystkie | dzidziuś | robótki | smutki | suwaczek
RSS
niedziela, 18 stycznia 2009
Emilka w berecie...
a raczej Hania w Emilce i berecie.

Nagła fala mrozów jaka nawiedziła nas dwa tygodnie temu zainspirowała mnie do wydziergania beretu. Wprawdzie w każdym nakryciu głowy wyglądam jak nieszczęście, ale kiedy zimno szczypie w uszy aparycja schodzi niejako na dalszy plan i pojawiają się inne priorytety.
Padło na  Rose Red, tyle że moja wersja jest kremowo-biała.
Lubię takie projekty, bo zajmują jeden wieczór i po zblokowaniu na talerzu, a potem na kryształowej misce dla nadania kształtu (Dagny miała rację, że po talerzu jakieś płaskie wychodzi) nadają się do założenia.
Oto efekt:



Wyglądam w tym jak wyglądam i całe szczęście mrozy jak na razie sobie poszły, więc nie muszę ludzi w okolicy straszyć. Nawet moja mama, gdy mnie w owej beretce pierwszy raz zobaczyła, stwierdziła dyplomatycznie: "To chyba nie jest twój kolor" - co w wolnym tłumaczeniu oznacza: "Ty lepiej się w tym nie pokazuj." Pytanie tylko jaki ten mój kolor jest.
Nakrycie głowy robiłam drutami nr 3,75 z Elian Klasik.

Po szoku jakiego doznałam patrząc na siebie w tym berecie w lustro, musiałam sobie koniecznie poprawić humor. Zabrałam się za Emily z Heartfelt The Dark House Collection.
Na tzw. podorędziu miałam karmelową włóczkę o niezidentyfikowanej nazwie i składzie. Motki były nowe, ale jakimś dziwnym trafem wszystkie banderolki zniknęły. Wydawała mi się odpowiednia, bo wyczułam w niej trochę moheru.
W kilka wieczorów powstała Emilka:



Fotki z paskiem (a raczej z szalem co chwilowo służy za pasek) i bez paska. Robiłam drutami nr 3,25 i 3,75 i zużyłam jakieś 250g owej tajemniczej włóczki.
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Święta, Święta...
i po Świętach. Niestety...
Moje minęły w bardzo miłej rodzinnej atmosferze ze szczyptą lenistwa i łakomstwa.
Zadebiutowałam też w Kimono Style Sweter, który udało mi się wydziergać przed tuż przed Bożym Narodzeniem.


fotki fatalne :(

Oprócz domowników niewiele osób go widziało, jako że aura na dworze nie sprzyja paradowaniu bez płaszcza, ale nie zależało mi na aplauzie. Czułam się w nim bardzo dobrze i nieskromnie przyznam, że jestem zadowolona z efektu. Żałuję tylko, że zrobiłam go ze zwykłej Peonii Aniluksu zamiast zainwestować w nieco szlachetniejszą włóczkę. Akryl nadrabia nieco kolorem, ale i tak pozostawia sporo do życzenia. Wyszło mi 400g a robiłam podwójną nitką na drutach nr 4.

Właściwie trzymałam się wiernie opisu i tylko zmniejszyłam nieco rękawy i wydłużyłam gładkie części przodu i tyłu. Poza tym sznureczek zrobiłam na grubym szydełku poczwórną nitką, ponieważ nie dysponuję tzw. laleczką dziewiarską a nie wyobrażam sobie robienia takiego czegoś na czterech drutach.

W Święta miałam też trochę czasu na poszperanie w necie, co nie wyszło mi chyba na dobre, bo znowu zakochałam się bez pamięci w kilku sweterkach. Należą one do grupy "koniecznie-muszę-go-mieć" i chyba nie obejdzie się bez kolejnych włóczkowych zakupów.
Ale jak tu nie pokochać Darcy albo Aislin, albo Emily, albo Tess...


Kyrelee: Dziękuję za miłe słowa. To właśnie dzięki Tobie zwróciłam uwagę na Kimono :) Twoja wersja wyszła fantastyczna!
Szczerze mówiąc nawet nie przeczytałam opisu sznureczka, tylko z góry założyłam, że robiony jest na drutach pończoszniczych. Muszę spróbować go zrobić tym sposobem.
środa, 24 grudnia 2008
Wesołych Świąt!
niedziela, 21 grudnia 2008
Po tak długiej nieobecności...

nie wiadomo za co się zabrać. Zwłaszcza gdy na przyjemności nie ma zbyt wiele czasu.
Przyjdzie mi chyba pogodzić się z faktem, że nie uda mi się przeczytać wszystkich zaległych postów na moich ulubionych blogach, zakochać się bez pamięci w pięknościach prezentowanych tamże i na Ravery, obejrzeć starszych numerów gazet robótkowych, ani też wydziergać tego co sobie zaplanowałam. Zresztą z tym ostatnim pogodziłam się już dawno temu...

Na dodatek zdjęć Julki przybywa w zastraszającym tempie a ja chciałabym je kiedyś uporządkować i umieścić w albumie. Tyle że zachciało mi się skrapów (straszne słowo, ale jakiego polskiego odpowiednika mam użyć?), a to jest czaso i pracochłonne niestety.

Na polu robótkowym nie mam powalających na kolana osiągnięć. Znowu ten nieszczęsny brak czasu daje mi się we znaki. Uparcie jednak dziergam i od czasu do czasu coś tam udaje mi się skończyć. Najczęściej są to te najbardziej satysfakcjonujące jednodniowe projekty dla Pchełki.

I tak powstał właśnie zimowy komplet z bordowej włóczki z odzysku. Zupełnie nie mam pojęcia co to jest, ale dla Julki liczy się tylko miękkość i delikatność.

  

Wzór na czapkę ściągnęłam ze świetnej książki One Skein Leigh Radford. Dodałam tylko klapeczki i sznureczki żeby Młodej nie marzły uszka.
Dla ocieplenia przyszyłam polar w kolorowe paski, a dla ozdoby filcowy kwiatek.



Szal i rękawiczki (obowiązkowo na sznurku) to już moja własna radosna twórczość.

Kilka dni później, już na zamówienie, zrobiłam komplecik z podobną czapką - tyle że z białej Puchatki.


środa, 17 grudnia 2008
Wróciłam!!!

Czuję się trochę tak jakbym przez kilka miesięcy funkcjonowała w innym świecie.

Macierzyństwo pochłonęło mnie niemal całkowicie, ale to nie jedyny powód mojej nieobecności. Wszystkiemu winien brak dostępu do Internetu, mam jednak nadzieję, że te kłopoty już minęły.

PIĘKNIE DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA GRATULACJE I PRZEMIŁE ŻYCZENIA.
sobota, 21 czerwca 2008
Jest!!!

W środę o godzinie 17:40 pojawiła się na świecie nasza Pchełka.
I jak powiedział Daniel, już do końca życia mamy kogo kochać i o kogo się martwić.


środa, 18 czerwca 2008
Zdążę, nie zdążę...

- dziergam teraz pod takim hasłem.

Pchełka wyraźnie się nie spieszy (miała się urodzić przedwczoraj), ale lada chwila może zdecydować, że już czas. A wtedy wszelkie robótki pójdą w kąt i trzeba będzie się zająć innym, zapewne Największym Życiowym Projektem.

Na razie, aby się zrelaksować, uspokoić i wyciszyć dziergam tzw. małe formy.
W efekcie powstała kolejna czapka i bolerko dla dzidzi.

Z resztki białej Sonaty jaka pozostała mi po tunice zrobiłam pierwszą w życiu w miarę udaną szydełkową czapeczkę.



Jak dotąd zawsze wychodziły mi same dziwolągi: albo płaskie jak patelnia, albo spiczaste jak stożki. Ta jest okay, ma własciwy kształt i wymiary i jestem z niej bardzo zadowolona, bo w końcu zrozumiałam o co w tych szydełkowych czapach chodzi.
Opis znalazłam na adriafil.com.

Poza tym z Wendy Supreme na drutach nr 2,5 wydziergałam małe bawełniane bolerko według projektu Debbie Bliss.



Muszę przyznać, że robiłam je z duszą na ramieniu, bo miałam tylko 10 dkg włóczki i obawiałam się, że nie wystarczy. Udało się, ale z ledwością. Zostało mi jakieś 1,5 metra bawełny.

wtorek, 17 czerwca 2008
Uwielbiam niespodzianki...

te duże i te malutkie.

A wczoraj właśnie spotkała mnie jedna z nich i to całkiem spora i przemiła. Ale zacznijmy od początku...

Wczesnym rankiem ktoś zadzwonił do drzwi, ale zanim zeszłam na dół (teraz zajmuje mi to znacznie więcej czasu niż w czasach przedciążowaych) nikogo już nie było. Całe szczęście przemiły pan listonosz zostawił przesyłkę pod wycieraczką, sprawiając mi przy tym dużą przyjemność i oszczędzając wyprawy na pocztę.
Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że w paczce jest prezent od mojego Secret Pala!
A w środku taaaakie cudeńka!!!!



Dostałam tyyyle ślicznej włóczki!!!! I cudne haftowane serduszko!!!! I własnoręcznie napisany list!!!! I broszurkę o Węgrowie!!!!
Cieszę się tym prezentem jak dziecko i już planuję co z nim zrobię. Z błękitnej cieniowanej Wendy Peter Pan powstanie coś dla Pchełki, z brązowej Moniki letni topik, a z melanżu skarpetki.

Włóczka jest super, ale najpiękniejszy jest haftowany obrazek, który zostanie oprawiony i znajdzie miejsce w naszej sypialni.



Wzruszyłam się kiedy go zobaczyłam, bo domyślam się ile pracy i wysiłku kosztowało Agnieszkę jego przygotowanie. Najwspanialsze są własnoręcznie stworzone prezenty.

Ślę ogromne podziękowania ku mojemu Secret Palowi i jak tylko rozszyfruję kto nim jest odpowiem na przemiły list.
niedziela, 08 czerwca 2008
Zgapione Ponczo...

Zobaczyłam je u Dagny i Magdaleny i po prostu musiam mieć!
Uważam, że wygląda super w każdym kolorze. A do tego robi się je błyskawicznie i z niewielkiej ilości włóczki.

Na moją pelerynkę zużułam nieco ponad 120g Sonaty w kolorze ecru i zrobiłam szydełkiem nr 4 w jeden wieczór.



Szczególnie podobają mi się te filuterne frędzelki :)



Wzór na ponczo pochodzi z blogu Samanty
Miłej zabawy :)
środa, 04 czerwca 2008
BBT czyli Biała Bezpańska Tunika...

Od dwóch tygodni jestem na urlopie macierzyńskim, a dzidziuś się nie pojawia więc mam sporo wolnego czasu.
I co robię? Oczywiście dziergam.

Tym razem padło na szydełko w rezultacie czego powstała biała tunika z Sonaty (ok.350g szydełko nr 4). Wzorowałam się na modelu 31 z Vereny (numer 1/2007; schemat znalazłam na osince); przy czym nie obyło się bez drobnych modyfikacji. Oryginał jest znacznie dłuższy i może też być noszony jako sukienka. Ma też zupełnie inny dekolt.



W tej chwili biedactwo nie ma w zasadzie właściciela. Na mnie będzie musiało pewnie poczekać do przyszłej wiosny aż moja figura (mam nadzieję) wróci do przedciążowego stanu. Chyba że ktoś ją wcześniej zaadoptuje.




Fotki niestety znowu są 2D, bo wciąż brakuje mi modelki. Rozważałam nawet możliwość kupna na ebayu odpowiedniego manekina, ale tu odezwało się moje małe skąpstwo. Uznałam, że za 15/20 funtów, jakie musiałabym zapłacić za takie stworzonko, mogę mieć świetną włóczkę (albo coś dla dzidzi :)
Ale jestem sknera...


Zirytowały mnie te fotki na wieszaku i poprosiłam moją koleżankę Ewę o pomoc. Tunika jest wprawdzie robiona na rozmiar 38+ (zawsze to lepiej brzmi niż 40, no nie :), a Ewka jest bardzo szczupła, ale i tak tunika nie wygląda źle.



Pouczono mnie, że to zdecydowanie nie jest rozmiar 38+ a najwyżej normalne 38 (wydaje mi się, że i tak jest większa niż to co nosiłam przed dzidzą, więc może może w przyszłym roku....).
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18