The WeatherPixie Lilypie
Kategorie: Wszystkie | dzidziuś | robótki | smutki | suwaczek
RSS
wtorek, 29 stycznia 2008
Brakuje mi ostatnio pomysłów...

na dorosłe ubrania.
Nie pamiętam już kiedy zrobiłam coś dla siebie. Zapewne trochę dlatego, że rosnę i niewiele rzeczy na mnie pasuje.
Do tego na froncie ciążowo-dzianinowym panuje prawdziwy deficyt. Nie wpadła mi jeszcze w ręce książka ani gazeta z wzorami sweteków dla przyszłych czy świeżo upieczonych mam. Szkoda, bo gdyby się takowa na rynku pojawiła to pewnie ucieszyłaby nie tylko mnie.
Pozostaje zatem tylko własna wyobraźnia, a z tą nie jest u mnie teraz najlepiej. Powiadają, że w czasie ciąży kurczy się mózg...

Skoro brakuje koncepcji na duże ubrania, a bez dziergania żyć się nie da, nie pozostaje nic innego jak przerzucić się na ciuszki dla dzidziusia.







sobota, 19 stycznia 2008
Moje wpisy stały sie coraz rzadsze...

a wszystko z powodu ciągłego braku czasu :(

W pracy przez osiem godzin buszuję w internecie (niestety nie dla przyjemności) i po powrocie do domu nawet nie chce mi się włączać komputera. A jeżeli już mi się to uda, to starcza mi sił tylko na to by pooglądać ulubione blogi i fora i pozachwycać się wszystkimi nowo stworzonymi sweterkami i tunikami.

Z tych samych powodów znacznie mniej robię na drutach.
Właściwie to cały czas nad czymś pracuję, tyle że niewiele z tego kończę.
Okazuje się, że znacznie więcej przyjemności sprawia mi sam proces dzierania niż ukończone dziełko. Relaksuję się, ale zupełnie brakuje mi pomysłów na nowe ubrania.

Jakiś czas temu Ania-Hrabina zainspirowała mnie zaprezentowanymi przez siebie poduszkami. W efekcie stara włoczka znalazła wreszcie zastosowanie.


wtorek, 18 grudnia 2007
Wesołych świąt!!



Kartka pochodzi z www.
poniedziałek, 12 listopada 2007
Nowa praca! Nowy dom! Nowe życie!

Ależ długo mnie tu nie było...
A wszystko dlatego, że życie znowu zgotowało nam kilka niespodzianek; tyle że tym razem bardzo miłych.

Po pierwsze: zmieniłam pracę i w końcu robię to co lubię! Minął już nieprzerwany stres i obawa przed tym co znowu wymyślą moi szefowie. Okazuje się, że nie ma nic gorszego niż być zatrudnionym przez niezrównoważonych ludzi, którzy zupełnie nie mają tzw. biznes planu.

Po drugie: wynajęliśmy własne mieszkanko i w końcu mamy swoje cztery kąty! Ludzie, u których wcześniej mieszkaliśmy, byli bardzo mili i niezwykle nam pomogli, ale nie ma to jak "być u siebie".

Po trzecie: zupełnie niedawno okazało się, że powiększy nam się rodzina! W końcu! Czekaliśmy już na to dosyć długo i zaczęliśmy się obawiać, że coś jest nie w porządku. Na szczęście się udało :)

Teraz cały świat kręci się wokół naszego "brzuszka", ale to chyba normalne i każdy kto ma dzieci to przeżywał. Daniel pusząc się jak paw planuje naszą przyszłość, a ja tyję i średnio mi się to podoba.

Robótkowo niewiele się u mnie ostatnio działo, chociaż cały czas dłubałam. Po prostu zachciało mi się zrobić golf a la Victoria's Secret i to zajęło mi prawie cały miesiąc.



Śliczny, prawda?!
Robiłam go i robiłam, kombinowałam z ilością oczek, prułam i zaczynałam od początku. W efekcie powstał taki oto sweterek:



Tyle że pewnie nigdy go nie założę. W przypływie zapału i namiętności nie przewidziałam bowiem, że poprzeczne warkocze dodają kilogramów. A dodatku owych to ja zupełnie nie potrzebuję :(
I tak już czuję się jak balonik... A to dopiero początek...
środa, 10 października 2007
Nastrój mam ostatnio wisielczy...

jako że znowu się wszystko zakręciło i stanęło na głowie.
Zgodnie z powiedzeniem "co się polepszy to się popieprzy" los nie może mi tak po prostu sprzyjać. No cóż, jakoś to będzie...

Dla poprawy humoru wydziergałam sobie kamizelkę w ugrzecznionej wersji "do pracy".



Robiłam podwójną nitką z czeskiej Elian Lucy., drutami nr 4,5 i zużyłam niemal dokładnie 25 dkg. Dół, jak widać, to prosty ścieg ściągaczowy, a góra ażurek.




Pomysł zaciąnęłam z jakiejś niemieckiej gazety, którą dawno temu znalazłam w necie. Szczerze powiedziawszy nawet nie wiem co to było.

środa, 03 października 2007
Skarpetki mojego męża...

zafascynowały osmoletnią córkę naszych znajomych.

Jak powszechnie wiadomo, takie małe dziewczynki mają dużą siłę przekonywania (czyt. nie dają spokoju póki człowiek się nie zgodzi :D)
W efekcie powstała kolejna para kolorowych skarpet.



Tym razem użyłam niemieckiej włóczki Opal Neon (75% wełna i 25% poliamid).
Według mnie jest ona nieco lepsza od XXL, którą kupiłam dla męża. Wydaje się bardziej miękka i elastyczna.
Ma podobną grubość (425m w 100g), a jednak jest bardziej puszysta i przyjemniejsza w dotyku.



A do tego te kolory!



Na te małe skarpetki zużyłam niecałe pół motka i mam nadzieję że włóczki starczy jeszcze dla mnie. Zaczęłam już swoją parę, ale idzie mi opornie...


Przetestowałam w praniu skarpetki mojego męża i jestem mile zaskoczona. Włóczka zachowała się wspaniale i ani odrobinkę nie straciła swej puszystości. Po wypraniu w pralce wygląda zupełnie jak nowa.


wtorek, 02 października 2007
Why....

can't I just be happy....
Why....

can't I just be happy???
poniedziałek, 24 września 2007
Aaaale...

zapuściłam blogowanie. Ponad miesiąc nie napisałam tu ani słowa, nie pochwaliłam też pięknych rzeczy pokazanych na foto forum, ani nie udzielałam się na moim ulubionym forum robótkowym i u Maranty.

A wszystko dlatego, że na początku września zaczęłam nową pracę w Financial Associates w Cricklade.
Teraz uczę się procesować pożyczki hipoteczne i związane z tym polisy ubezp., co jest to dla mnie prawdziwym wyzwaniem.
Po pierwsze, dlatego, że nigdy w cześniej czegoś podobnego nie robiłam; po drugie, zupełnie nie wiedziałam jak wygląda system finansowania nieruchomości w UK; po trzecie, wciąż odczuwam barierę językową.
Staram się jak mogę i pochłania mnie to zupełnie, tak że nie mam czasu na nic innego.

W ciągu minionego miesiąca udało mi się zaledwie wydziergać skarpetki dla mojego męża.



Pasiasta włóczka kupiona w angielskiej pasmanterii okazała się rewelacyjna.
Efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania i na pewno nie poprzestanę na jednej parze.


poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Kalendarz przypomina...

że zbliża się jesień i wypadałoby się zabrać za cieplejsze sweterki, a ja uparcie trzymam się bawełny. Chyba nie chcę przyznać, że już za kilka tygodni zrobi się zimno, zacznie wiać i padać (eeee, tutaj i tak pada cały czas).

Wczoraj właśnie skończyłam znaną wszystkim "Carmenkę" .



Ta bluzeczka już dawno wpadła mi w oko, nie miałam jednak odwagi się za nią zabrać.

W tym miejscu muszę się przyznać, że chociaż podstawy znałam od dziecka, bluzeczki szydełkowe zaczęłam dłubać dopiero w ubiegłym roku. Wybierałam przy tym łatwiejsze modele i to najlepiej z polskim opisem.

W topiku z dekoltem Carmen obawiałam zaczynania od karczka i obliczania niezrozumiałym dla mnie sposobem rozmiaru otworów na ręce.
I dlatego prawie cały rok wydrukowany opis czekał w segregatorze, a pistacjowa Almina w kartonie. Aż zupełnie przypadkiem na forum u Maranty natknełam się na wątek dotyczący tej właśnie bluzeczki.

Antonina tak dokładnie opisała jak robiła swoje dzieła, że nabrałam pewności siebie i zaczęłam dziergać.
I tu spotkała mnie niespodzianka. Mimo, iż dokładnie trzymałam się wskazówek, dziergałam z tej samej włóczki i takim samym szydełkiem, moja bluzka wychodziła znacznie mniejsza od oryginału.



Okazało się, że na szydełku robię bardzo ciasno. Co jest dosyć dziwne, bo na drutach z kolei dziergam luźno i wszędzie tam gdzie inni uzywają 3,5 albo nawet 4, jak na przykład do Sonaty, ja sięgam po 2,5.
Nic dziwnego, że bluzeczka wychodziła mi na pięcioletnie dziecko i do tego zbita i sztywna jak pancerz.
Kiedy tylko sięgnęłam po grubsze szydełko (3,5) robótka nabrała kształtów i w ciągu kilku dni, z około 22 dkg Alminy powstała moja fantazja dekoltu Carmen.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18