The WeatherPixie Lilypie
Kategorie: Wszystkie | dzidziuś | robótki | smutki | suwaczek
RSS
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Jagodowa Daisy...
Wygląda na to, że uzależniłam się od modeli Kim Hargreaves, bo jakoś nie mogę się od nich oderwać.
Tym razem wydziergałam Daisy z jagodowej Sonaty z dodatkiem odrobiny Supreme dla kontrastu. Bluzeczka pochodzi z kolekcji Breeze i powstała mniej więcej w tym samym czasie co Joy. Do wczoraj nie miałam jednak okazji jej obfocić.



Zdaje się, że pobiłam wszystkich grubością drutów, jakich używałam do tej bluzeczki. Najbardziej pasowały mi do niej 2-ki i robótka wcale nie wychodziła zbita i sztywna. Okazuje się, że dziergam bardzo luźno :( Właściwie zawsze o tym wiedziałam, nie zdawałam sobie jednak sprawy, że jest aż tak źle. W porównaniu np z Dagny, która tę samą Sonatę potrafi z powodzeniem dziergać na 3,5, wygląda to nie za ciekawie. No, ale cóż zrobić. Tak się robić nauczyłam i tego już nie zmienię.



Podobnie jak Kasię, mnie również drażniły w Daisy zbyt rzadkie guziki, a co za tym idzie rozchodzące się zapięcie. Poradziłam sobie z tym jednak po prosu je zszywając. I tak nie zamierzam nosić Daisy rozpiętej, więc tak naprawdę nie było mi ono potrzebne.



Całości dopełnia nieco pokraczny kwiatek mojego pomysłu. Nie chciałam żeby był zbyt duży i odstający, więc przypomina on bardziej ślimaczka niż kwiatka.



Muszę przyznać, że Daisy niezwykle przypadła mi do gustu i już zaczęłam kolejną jej wersję - również z Sonaty w kolorze ecru. Tym razem włóczka pochodzi ze starych zapasów, więc jest odrobinę bardziej mięsista i robi się z niej o niebo lepiej.
poniedziałek, 27 lipca 2009
Joy - w Wersji Mini i Maxi...
zostały skończone już dawno, ale dopiero w ubiegłą sobotę doczekały się guzików.



Muszę przyznać, że sweterki, choć robione bardzo prostym ściegiem, dały mi się we znaki i wystawiły moją cierpliwość na próbę.
Wspomnę tylko, że prułam i zaczynałam je kilka razy, a przy wszywaniu rękawów dostawałam białej gorączki.



Do oryginalnego opisu nie wprowadziłam zbyt wielu modyfikacji.
W Wersji Maxi, śladem Kocurka, dodałam tylko po jednym rzędzie lewych oczek, by wydłużyć sweterek i po 6 oczek z przodu, by go poszerzyć.



Wersja Mini to moja "radosna twórczość na temat".



Obie powstały z około 9,5 motka Australa w kolorze ecru (kocham tę włóczkę!) na drutach nr 3.
Generalnie jestem z nich bardzo zadowolona, ale pewnie nie pokusiłabym się na powtórkę.

Update

U Joasi tutaj http://brahdelt.blogspot.com/ takie cuuuuuuuda!
Ja też chcę :)


wtorek, 09 czerwca 2009
Nie mam zbyt wiele czasu...
a zatem dziś głównie fotki.

Lilak, czy też bardziej swojsko - Bezik (bawełna Supreme; około 120g; druty nr 2,5).



W nieco większej wersji: Zielone Listki (Austral; około 300g; druty nr 3).



I razem w całej okazałości.



Herbi pewnie nie przypuszczała jaką wywoła lawinę swoim styczniowym wpisem dotyczącym tego sweterka. A wygląda na to, że wyłowiła prawdziwą perełkę.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Przyznaję się do winy...
znowu zaniedbałam bloga :(
A wszystko dlatego, że w marcu zaczęłam nową pracę i teraz już zupełnie nie mam czasu na przyjemności.
Nadal dziergam, ale kończę swoje robótki w ślimaczym tempie. No bo ileż można zrobić w godzinę...

Jeszcze w lutym skończyłam Darcy Kim Hargreaves.
Zakochałam się w tym żakiecie od pierwszego wejrzenia, można powiedzieć. I straszliwie chciałam go mieć w czarnym kolorze, bo, jak mawia moja mama: "czarnych sweterków nigdy za wiele".
Niestety nie mogłam sobie pozwolić na przewidziany w oryginale Rowan Handknit Cotton, więc musiałam zadowolić się zamiennikiem. I tu skorzystałam z doświadczeń Kath i chwyciłam za Elian Klasik.



Muszę przyznać, że bardzo lubię jej modele. Uważam, że są klasyczne, a jednocześnie oryginalne i nietuzinkowe. Podoba mi się też to, że są niezwykle uniwersalne i równie dobrze wyglądają z jeansami jak i z elegancką spódnicą. Gdybym tylko miała "czasowstrzymywacz", o którym jakiś czas temu pisała Dagny i zapas odpowiednich włóczek, pewnie pokusiłabym się na wydzierganie większości z nich.

O ile jestem zachwycona modelami Kim, o tyle do jej opisów mam pewne zastrzeżenia. Najbardziej przeszkadza mi brak dokładnych wymiarów na wykrojach. Na przykład w przypadku rękawa podana jest tylko jego długość, brak już jego szerokości (że nie wspomnę o długości i szerokości główki itp). W rezultacie dzierga się trochę "na ślepo", zwłaszcza jeśli trzeba posilkować się zamiennikami.

Co do mojej Darcy, to mam nieco mieszane uczucia.
Z jednej strony, nie jestem do końca zadowolona z wyboru włóczki. Zdaje się, że oryginalna bawełna jest sztywniejsza od Klasika i Darcy bardziej przypomina żakiet aniżeli zwykły rozpinany sweterek.
Poza tym, nie podoba mi się jego zapięcie, a dokładniej to, że dziurki usytuowane są tak daleko od krawędzi. W rezultacie, po zapięciu, brzeg nieładnie odstaje. Oczywiście zorientowałam się dopiero po skończeniu i zszyciu całości i nie miałam już siły ani ochoty na prucie. A wystarczyło poczytać komentarze na Ravery i wyrobić dziurki nie po piątym a po trzecim oczku...

Mimo wszystko bardzo lubię nosić moją Darcy. O dziwo! Niestety w przypadku moich sweterków nie zdarza się to zbyt często.


W marcu wydziergałam Surface według znanego wszystkim i bardzo popularnego opisu z Knittytym ślicznym bordowo-zielonym kolorze, który kojarzy mi się z barwą liści winorośli jesienią.

żnia je w tłumie.  Na przykład te bąbelki :)
Baaardzo mi się podobają, a że zostało mi włóczki, pewnie pokuszę się na Wrapa/Otulacza. Tylko kiedy znajdę na to czas?


W tzw. międzyczasie wydłubałam małe co-nieco dla Pchełki.





Opis pochodzi z Garn Studio i jest naprawdę prościutki. Zwróciłam na niego uwagę już dawno, ale jakoś nie było okazji by do niego sięgnąć. Dopiero, kiedy okazało się, że Julka natychmiast potrzebuje wiosenno-letniego nakrycia głowy, złapałam za fioletową Sonatę i szydełko nr 3 i wydziergałam taki oto śmieszny kapelusik.
wtorek, 17 lutego 2009
Forecast skończony...
nareszcie!
A już myślałam, że to nigdy nie nastąpi.
Wzór jest prosty a do tego dosyć urozmaicony i wydawałoby się, że dzierganie pójdzie gładko. Jednak z jakiegoś powodu, już w połowie pierwszego rękawa chciałam robótkę rzucić w kąt i zabrać się za coś innego. Uparłam się jednak, bo wiedziałam, że jak to zrobię, to już do niego nie wrócę.
I dobrze zrobiłam, bo jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego i obok Emily (która w realu wygląda znacznie lepiej niż na fotkach) jest to mój ulubiony sweterek.



Muszę przyznać, że zupełnie nie zwróciłam uwagi na oryginalny opis Forecast, który można znaleźć na Knitty. Być może dlatego, że jest jakiś taki przykrótki i włóczka też nie w moim kolorze. Jednak kiedy szperałam na Ravery w poszukiwaniu pomysłu na rozpinany sweterek, natknęłam się na wersje Eilene i Karen i te mnie urzekły (wiem wiem, że obie są szczuplutkie, a takie osoby we wszystkim wyglądają dobrze...).
Podobnie jak one znacznie wydłużyłam sweterek, dodając kilkanaście okrążeń ściągacza, żeberkową część rękawa zaczęłam w okolicy łokcia i zmniejszyłam bąbelki w warkoczach z 5 do 3 oczek.
Z bąblami trochę kombinowałam. Bez nich, jak u Bekala, sweter wydawał mi się jakiś niedopracowany, natomiast z dużymi bąblami, jak u Christiny, był jak dla mnie przeładowany.

Mój Forecast powstał z Elian Klasik w kolorze pochmurno-śliwkowym, jak go nazwała bardzo trafnie Kath. Robiłam go drutami nr 4 i 3,5 i zużyłam około 7 motków włóczki (z 7 motka został kawałeczek).

Muszę przyznać, że mam słabość do Klasika i bardzo lubię z niego dziergać. Jak na akryl jest bardzo miękki, nie skrzypi a do tego ma sporą paletę kolorów, o czym mogłam się niedawno przekonać na własne oczy.
Z reguły zamawiam go w Zamotanych, która jest jedną z moich ulubionych pasmanterii internetowych. Jej właścicielka jest przemiła, przesyłki docierają błyskawicznie i często można w nich jakieś miłe niespodzianki znaleźć. Niedawno, na przykład, dostałam dodatkowo motek Red Heart Baby w sam raz na jakiś drobiazg dla Julki.



Ostatnio spodobał mi się jednak Klasik w kolorze nr 3501, którego akurat w Zamotanych zabrakło i tak na próbę zamówiłam go w czeskim VSV. Przesyłkę dostałam naprawdę szybko, a w środku prócz włóczki znalazłam próbki we wszystkich dostępnych kolorach.



Szkoda tylko, że większość produktów Eliana to akryle.
czwartek, 12 lutego 2009
Niezwykłe słodycze...

Jako nieustanny podglądacz i podziwiacz Mafii zapraszam do zabawy!

Dziana Mafia rozdaje cukierki!


niedziela, 18 stycznia 2009
Emilka w berecie...
a raczej Hania w Emilce i berecie.

Nagła fala mrozów jaka nawiedziła nas dwa tygodnie temu zainspirowała mnie do wydziergania beretu. Wprawdzie w każdym nakryciu głowy wyglądam jak nieszczęście, ale kiedy zimno szczypie w uszy aparycja schodzi niejako na dalszy plan i pojawiają się inne priorytety.
Padło na  Rose Red, tyle że moja wersja jest kremowo-biała.
Lubię takie projekty, bo zajmują jeden wieczór i po zblokowaniu na talerzu, a potem na kryształowej misce dla nadania kształtu (Dagny miała rację, że po talerzu jakieś płaskie wychodzi) nadają się do założenia.
Oto efekt:



Wyglądam w tym jak wyglądam i całe szczęście mrozy jak na razie sobie poszły, więc nie muszę ludzi w okolicy straszyć. Nawet moja mama, gdy mnie w owej beretce pierwszy raz zobaczyła, stwierdziła dyplomatycznie: "To chyba nie jest twój kolor" - co w wolnym tłumaczeniu oznacza: "Ty lepiej się w tym nie pokazuj." Pytanie tylko jaki ten mój kolor jest.
Nakrycie głowy robiłam drutami nr 3,75 z Elian Klasik.

Po szoku jakiego doznałam patrząc na siebie w tym berecie w lustro, musiałam sobie koniecznie poprawić humor. Zabrałam się za Emily z Heartfelt The Dark House Collection.
Na tzw. podorędziu miałam karmelową włóczkę o niezidentyfikowanej nazwie i składzie. Motki były nowe, ale jakimś dziwnym trafem wszystkie banderolki zniknęły. Wydawała mi się odpowiednia, bo wyczułam w niej trochę moheru.
W kilka wieczorów powstała Emilka:



Fotki z paskiem (a raczej z szalem co chwilowo służy za pasek) i bez paska. Robiłam drutami nr 3,25 i 3,75 i zużyłam jakieś 250g owej tajemniczej włóczki.
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Święta, Święta...
i po Świętach. Niestety...
Moje minęły w bardzo miłej rodzinnej atmosferze ze szczyptą lenistwa i łakomstwa.
Zadebiutowałam też w Kimono Style Sweter, który udało mi się wydziergać przed tuż przed Bożym Narodzeniem.


fotki fatalne :(

Oprócz domowników niewiele osób go widziało, jako że aura na dworze nie sprzyja paradowaniu bez płaszcza, ale nie zależało mi na aplauzie. Czułam się w nim bardzo dobrze i nieskromnie przyznam, że jestem zadowolona z efektu. Żałuję tylko, że zrobiłam go ze zwykłej Peonii Aniluksu zamiast zainwestować w nieco szlachetniejszą włóczkę. Akryl nadrabia nieco kolorem, ale i tak pozostawia sporo do życzenia. Wyszło mi 400g a robiłam podwójną nitką na drutach nr 4.

Właściwie trzymałam się wiernie opisu i tylko zmniejszyłam nieco rękawy i wydłużyłam gładkie części przodu i tyłu. Poza tym sznureczek zrobiłam na grubym szydełku poczwórną nitką, ponieważ nie dysponuję tzw. laleczką dziewiarską a nie wyobrażam sobie robienia takiego czegoś na czterech drutach.

W Święta miałam też trochę czasu na poszperanie w necie, co nie wyszło mi chyba na dobre, bo znowu zakochałam się bez pamięci w kilku sweterkach. Należą one do grupy "koniecznie-muszę-go-mieć" i chyba nie obejdzie się bez kolejnych włóczkowych zakupów.
Ale jak tu nie pokochać Darcy albo Aislin, albo Emily, albo Tess...


Kyrelee: Dziękuję za miłe słowa. To właśnie dzięki Tobie zwróciłam uwagę na Kimono :) Twoja wersja wyszła fantastyczna!
Szczerze mówiąc nawet nie przeczytałam opisu sznureczka, tylko z góry założyłam, że robiony jest na drutach pończoszniczych. Muszę spróbować go zrobić tym sposobem.
niedziela, 21 grudnia 2008
Po tak długiej nieobecności...

nie wiadomo za co się zabrać. Zwłaszcza gdy na przyjemności nie ma zbyt wiele czasu.
Przyjdzie mi chyba pogodzić się z faktem, że nie uda mi się przeczytać wszystkich zaległych postów na moich ulubionych blogach, zakochać się bez pamięci w pięknościach prezentowanych tamże i na Ravery, obejrzeć starszych numerów gazet robótkowych, ani też wydziergać tego co sobie zaplanowałam. Zresztą z tym ostatnim pogodziłam się już dawno temu...

Na dodatek zdjęć Julki przybywa w zastraszającym tempie a ja chciałabym je kiedyś uporządkować i umieścić w albumie. Tyle że zachciało mi się skrapów (straszne słowo, ale jakiego polskiego odpowiednika mam użyć?), a to jest czaso i pracochłonne niestety.

Na polu robótkowym nie mam powalających na kolana osiągnięć. Znowu ten nieszczęsny brak czasu daje mi się we znaki. Uparcie jednak dziergam i od czasu do czasu coś tam udaje mi się skończyć. Najczęściej są to te najbardziej satysfakcjonujące jednodniowe projekty dla Pchełki.

I tak powstał właśnie zimowy komplet z bordowej włóczki z odzysku. Zupełnie nie mam pojęcia co to jest, ale dla Julki liczy się tylko miękkość i delikatność.

  

Wzór na czapkę ściągnęłam ze świetnej książki One Skein Leigh Radford. Dodałam tylko klapeczki i sznureczki żeby Młodej nie marzły uszka.
Dla ocieplenia przyszyłam polar w kolorowe paski, a dla ozdoby filcowy kwiatek.



Szal i rękawiczki (obowiązkowo na sznurku) to już moja własna radosna twórczość.

Kilka dni później, już na zamówienie, zrobiłam komplecik z podobną czapką - tyle że z białej Puchatki.


środa, 18 czerwca 2008
Zdążę, nie zdążę...

- dziergam teraz pod takim hasłem.

Pchełka wyraźnie się nie spieszy (miała się urodzić przedwczoraj), ale lada chwila może zdecydować, że już czas. A wtedy wszelkie robótki pójdą w kąt i trzeba będzie się zająć innym, zapewne Największym Życiowym Projektem.

Na razie, aby się zrelaksować, uspokoić i wyciszyć dziergam tzw. małe formy.
W efekcie powstała kolejna czapka i bolerko dla dzidzi.

Z resztki białej Sonaty jaka pozostała mi po tunice zrobiłam pierwszą w życiu w miarę udaną szydełkową czapeczkę.



Jak dotąd zawsze wychodziły mi same dziwolągi: albo płaskie jak patelnia, albo spiczaste jak stożki. Ta jest okay, ma własciwy kształt i wymiary i jestem z niej bardzo zadowolona, bo w końcu zrozumiałam o co w tych szydełkowych czapach chodzi.
Opis znalazłam na adriafil.com.

Poza tym z Wendy Supreme na drutach nr 2,5 wydziergałam małe bawełniane bolerko według projektu Debbie Bliss.



Muszę przyznać, że robiłam je z duszą na ramieniu, bo miałam tylko 10 dkg włóczki i obawiałam się, że nie wystarczy. Udało się, ale z ledwością. Zostało mi jakieś 1,5 metra bawełny.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10