The WeatherPixie Lilypie
Kategorie: Wszystkie | dzidziuś | robótki | smutki | suwaczek
RSS
środa, 17 grudnia 2008
Wróciłam!!!

Czuję się trochę tak jakbym przez kilka miesięcy funkcjonowała w innym świecie.

Macierzyństwo pochłonęło mnie niemal całkowicie, ale to nie jedyny powód mojej nieobecności. Wszystkiemu winien brak dostępu do Internetu, mam jednak nadzieję, że te kłopoty już minęły.

PIĘKNIE DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA GRATULACJE I PRZEMIŁE ŻYCZENIA.
wtorek, 17 czerwca 2008
Uwielbiam niespodzianki...

te duże i te malutkie.

A wczoraj właśnie spotkała mnie jedna z nich i to całkiem spora i przemiła. Ale zacznijmy od początku...

Wczesnym rankiem ktoś zadzwonił do drzwi, ale zanim zeszłam na dół (teraz zajmuje mi to znacznie więcej czasu niż w czasach przedciążowaych) nikogo już nie było. Całe szczęście przemiły pan listonosz zostawił przesyłkę pod wycieraczką, sprawiając mi przy tym dużą przyjemność i oszczędzając wyprawy na pocztę.
Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że w paczce jest prezent od mojego Secret Pala!
A w środku taaaakie cudeńka!!!!



Dostałam tyyyle ślicznej włóczki!!!! I cudne haftowane serduszko!!!! I własnoręcznie napisany list!!!! I broszurkę o Węgrowie!!!!
Cieszę się tym prezentem jak dziecko i już planuję co z nim zrobię. Z błękitnej cieniowanej Wendy Peter Pan powstanie coś dla Pchełki, z brązowej Moniki letni topik, a z melanżu skarpetki.

Włóczka jest super, ale najpiękniejszy jest haftowany obrazek, który zostanie oprawiony i znajdzie miejsce w naszej sypialni.



Wzruszyłam się kiedy go zobaczyłam, bo domyślam się ile pracy i wysiłku kosztowało Agnieszkę jego przygotowanie. Najwspanialsze są własnoręcznie stworzone prezenty.

Ślę ogromne podziękowania ku mojemu Secret Palowi i jak tylko rozszyfruję kto nim jest odpowiem na przemiły list.
niedziela, 11 maja 2008
Coś dla ciała...

Ania zupełnie nieoczekiwanie zaprosiła mnie do zabawy: "Podziel się tym co najlepsze".
A już myslałam, że się uchowam :) Kuchnia nie jest moim ulubionym pomieszczeniem w domu i raczej jej unikam. Oczywiście gotuję, ale nie znajduję w tym zbyt wielkiej przyjemności, nie mam też wielu popisowych dań (o ile mam jakiekowiek).

No, ale nie wypada się wykręcać (już raz nie odpowiedziałam na zaproszenie i strasznie mi z tego powodu głupio) zatem podzielę się przepisem na kotlety z piersi kurczaka. Zaznaczam, że danie to nie wygląda ani szczególnie spektakularnie, ani apetycznie. Zapewniam jednak, że jest zjadliwe a nawet całkiem smaczne.

Zupełnie nie wiem jak toto oficjalnie się nazywa. Przepis dostałam od mojej kuzynki, która wyciągnęła go od koleżanki z pracy, która z kolei zdobyła go od kogośtam...

Do upitraszenia kotletów potrzebne są:
  • pierś z kurczaka;
  • mączka ziemniaczana;
  • jajka;
  • natka pietruszki;
  • sól, pieprz, papryka czerwona; Vegeta;
  • zioła prowansalskie;
  • olej do smarzenia;
Na sosik/dressing potrzeny jest:
  • jogurt natruralny;
  • majonez;
  • czosnek;
  • zioła prowansalskie;
Surową pierś kurczaka kroimy w dosyć drobną kostkę i mieszamy z posiekaną pietruszką. Posypujemy do smaku papryką, Vegetą i pieprzem. Dodajemy zioła prowansalskie. Doprawione mięso mieszamy z jajkiem i mączką ziemniaczaną w proporcji około 1-1,5 łyżki na 1 jajko. Na 2 średniej wielkości piersi z reguły zużywam 2-3 jajka.
Mięsko jest gotowe do smarzenia :)
Na rozgrzaną patelnię łyżką wrzucamy przygotowaną "papkę", formując kotlety wielkości małych schabowych (albo według uznania) i smarzymy przez około pół minuty z każdej strony.

Sosik przygotowujemy mieszając jogurt naturalny z majonezem w proporcji mniej więcej 3 do 1 - chociaż tutaj należy wykazać trochę własniej inicjatywy i dostosować go do swoich preferencji smakowych. Dodajemy kilka ząbków wyciśniętego czosnku i sporą ilość ziół prowansalskich.
Gotowym sosem polewamy kotlety.

I gotowe :) Danie prawdziwie błyskawiczne.

Smacznego.

A na deser ustrzelę sobie kolejne 3 osoby i zaproszę do zabawy :D
No to może poproszę..............
Oto zasady:

1. Napisać na blogu przepis na swoje popisowe danie lub ciasto (foto mile widziane).
2.Wybrać 3 osoby blogujące i poprosić o podzielenie się ich najlepszym przepisem.
3.Ww. osoby poinformować o zabawie w komentarzach na ich blogach.
4. Zamieścic na blogu przepis oraz zasady zabawy.

niedziela, 16 marca 2008
Wkrótce święta...

i wreszcie będę miała chwilę żeby coś napisać na blogu.

A na razie...


piątek, 08 lutego 2008
A w Swindon wiosna...
wtorek, 02 października 2007
Why....

can't I just be happy....
Why....

can't I just be happy???
poniedziałek, 24 września 2007
Aaaale...

zapuściłam blogowanie. Ponad miesiąc nie napisałam tu ani słowa, nie pochwaliłam też pięknych rzeczy pokazanych na foto forum, ani nie udzielałam się na moim ulubionym forum robótkowym i u Maranty.

A wszystko dlatego, że na początku września zaczęłam nową pracę w Financial Associates w Cricklade.
Teraz uczę się procesować pożyczki hipoteczne i związane z tym polisy ubezp., co jest to dla mnie prawdziwym wyzwaniem.
Po pierwsze, dlatego, że nigdy w cześniej czegoś podobnego nie robiłam; po drugie, zupełnie nie wiedziałam jak wygląda system finansowania nieruchomości w UK; po trzecie, wciąż odczuwam barierę językową.
Staram się jak mogę i pochłania mnie to zupełnie, tak że nie mam czasu na nic innego.

W ciągu minionego miesiąca udało mi się zaledwie wydziergać skarpetki dla mojego męża.



Pasiasta włóczka kupiona w angielskiej pasmanterii okazała się rewelacyjna.
Efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania i na pewno nie poprzestanę na jednej parze.


sobota, 04 sierpnia 2007
Domki jak ule...

tak określiła tutejsze budynki nasza znajoma.
I poniekąd ma rację.

Swindon, jak się zorientowaliśmy, zabudowane jest jednopiętrowymi, szeregowymi domkami. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że owe domki są w stosunku do swej wysokości nieproporcjonalnie wąskie.



Rzeczywiście tochę przypomina to ustawione w szeregu ule :)
poniedziałek, 23 lipca 2007
Swindon zgotowało nam...

niezwykle mokre powitanie.
Takich ulew jak piątkowa podobno nawet najstarsi angielscy "górale" nie pamiętają. Właściwie nie padało szczególnie mocno, nie było to jakieś oberwanie chmury czy coś w tym rodzaju. Tyle że lało caaałą noc i caaały dzień bez przerwy.
W rezultacie w miejscach ulic i parkingów pojawiły się małe jeziorka, wiele zakładów pracy przestało funkcjonowć, a na dodatek wyłaczyli nam prąd.
Prawdziwa Kraina Deszczowców.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7